susza

29/09/2016

Zabrakło mi słów. To z powodu braku deszczu. I też dlatego, że nie widziałam w tym roku morza. Cudowne słońce wysysa wilgoć z ziemi. Mech kruszeje pod dotykiem dłoni. Martwię się obserwując, jak milcząco – bo nie skarżą się nigdy – umierają słabsze drzewa w moim lesie. Płowieję, zasycham.

Chcę zmieszać wodę z ziemią. Zanurzyć palce w błocie. Zaparzyć deszczową herbatę. Zobaczyć, jak grzybnia wydaje na świat swoje tajemnicze dzieci. Policzyć krople wody na rozpiętej pajęczynie tygrzyka. Odzyskać słowa.

pierwsze zdanie

23/09/2016

Kiedy dusza starzeje się w kilka dni o kilka lat. Nie znajdujesz już w sobie żalu, rozgoryczenia, oczekiwań. I nadziei. To oznacza nowy rozdział – siadaj do pisania. Może zaczynać się od jakiegoś epickiego zdania. Albo zaklęcia, wypisanego na nadgarstku.

Bierzesz wdech, patrzysz sobie w oczy i wiesz, co zostało za tobą. Rozpalasz ogień w ognisko, by ogrzać koniec i początek. A poza tym nadeszła Jesień.

wizyta

18/09/2016

Piętnastego dnia miesiąca wzeszedł nad łąką, było wtedy jeszcze widno; zbierałam w trawie dzikie jabłka na miedzy. Szesnastego dnia miesiąca długo czekałam, aż się pojawi. Zapadł zmierzch, potem na miękkich łapach nadeszła ciemność, a on dopiero leniwie wyglądał zza rosochatych śliw w starym sadzie.

Świetliste wrześniowe noce z Księżycem wizytującym twoje sny.

akt z kasztanem

14/09/2016

We wrześniu zbieram kasztany. To coroczny akt powtórzenia kosmogonii. Mojego małego świata. Czasem zastanawiam się, co by było, gdybym któregoś września nie zebrała kasztanów. Świat kończy się cyklicznie. Rozpada od czasu do czasu. Kiedy obracam w dłoni kulisty, ciemny kasztan – czuję, że to jeszcze nie koniec.

próba odpowiedzi

13/09/2016

Jest takie pytanie, które zadajemy czasem – nieczęsto – komuś bliskiemu. Niekiedy mam ochotę zadawać je przypadkowo spotykanym osobom. Bo jestem ciekawa odpowiedzi. A odpowiedzenie na owo pytanie sprawia trudność. Brzmi ono – czym jest dla ciebie szczęście? I pomocnicze – kiedy jesteś szczęśliwy (jeśli jesteś)?

Mocne, pierwotne i nierozumne poczucie radości, że żyję. W sensie: istnieję fizycznie. Nie ma uzasadnienia, jest niezależne od tego, jaka jest moja sytuacja, co dzieje się w głowie i duszy. Bardzo rzadkie. Przychodzi znienacka i szybko znika. To taka radość komórek, na skroś organiczna. Poziom bazowy. Kości, krew i neurony. Przyjemnie oszałamia. Witalność. Czysta energia. Nie ma w tym filozofii i refleksji.

Nie ma rozumu, serca i duszy. One mają większy problem z odpowiedzią.

widok z okna

12/09/2016

Kiedy wczesną godziną siadam na wprost okna, z filiżanką mocnej czarnej herbaty i kromką chleba z miodem, patrzę – ponad dachami osiedla – na mój las. Ta odległość – jedno długie spojrzenie – jest pociechą dla zafrasowanego umysłu, niespokojnego serca i czasem zmęczonego ciała. To tak niedaleko. Jeszcze tylko codzienne obowiązki, w pracy i domu. Jeszcze tylko to, co nieoczekiwane a nie cierpiące zwłoki. Jeszcze to i tamto… Nie. Czasem, aby powiedzieć to słowo potrzebny jest głęboki wdech. Czasem wymawiasz je w taki sposób, że drzewom cierpną liście.

Zamglony o poranku, wyrysowany na horyzoncie szarpanymi liniami, układający się warstwami w odcieniach zieleni – a niebawem jesieni – las. Jutro odstawię filiżankę i założę wygodne buty, bluzę. Nie minie godzina, a buki będą łypały za mną swymi szalonymi oczyma.

dniem a nocą

05/09/2016

Wrześniowe dni. Rześkie poranki na rowerze, Przystanek Alaska, leczo z sezonowych warzyw, przechodzone przeziębienie, Dansingowa piosenka miłosna Pablopavo & Ludziki, opowiadania Tomasza Manna. Początek roku z nowiem wrześniowym. Rozstania i wzruszenia. Piekący smak imbiru na języku. Cudzym słowem: „sił mi brak, żeby szczerze powiedzieć – tę wojnę wygra tylko jeden, sił mi brak i już nie chcę nic wiedzieć, mam mętlik w mojej małej głowie” [D. Podsiadło]. Złe baśnie w obrazach pod powiekami, czekające na zapisanie.

A nocami… nieznajomy, który melodią wygrywaną na flecie wyprowadza z piwnic zastępy zombie na ulice mojego miasta. Bo nie chciałam złożyć się w ofierze. I ta pewność, że tym razem nie ucieknę. To kwestia czasu, śmierć – a może coś gorszego – z rąk zombie. I organiczny strach, który rozpędza serce i budzi mnie. We łzach.

Wrzesień. Wyznaczanie granic, aby zakreślić terytorium i spuścić psa stróżującego z łańcucha.

zastanowienie

03/09/2016

O tym nie mów. Twoje usta są za małe. Mądrość Indian Koyukon.

Zastanawiam się. Ile razy w moich ustach nie zmieściły się słowa, którymi chciałam opisać to, co jest. Ile razy nie potrafiłam znaleźć właściwych słów. Ile razy słowa znalazłam, ale milczałam.

Chodzi o pokorę. Wobec czegoś, co dla Indian Koyukon z Alaski uosabia góra Denali.

bez wyboru

23/08/2016

Kiedy coś, czego byś sobie sam nie życzył, nie wpisał w plan życiowy, staje się faktem; i kiedy wiesz, że zmienia się codzienność; i kiedy trzeba wpisać to niechciane, nieżyczone, nieplanowane coś na stałe w grafik życia… To nie jest problem do rozwiązania. To jest historia do przeżycia.

Bez twojej akceptacji będzie spalającą walką z tym, co od ciebie niezależne (wiesz, że w takiej walce nie masz szans). Przyjmij to, co przyszło. Poradzimy sobie i z tym… nie, prze-żyjemy i to. Taka jest teraz nasza historia, CudzieBłękitnooki.

 

puk puk

22/08/2016

Kiedyś opowiedzieli mi – swoim albumem Sigh no more – historie, które pozwoliły na zaczerpnięcie oddechu i zanurzenie… Płynąć z prądem, nie machać rozpaczliwie rękami, nie walczyć z wodą. A dziś przypadkiem usłyszałam coś, co znów zapukało w wewnętrzną furtkę.

But this is all I ever was
And this is all you came across those years ago
Now you go too far
Don’t tell me that I’ve changed because that’s not the truth
And now I’m losing you

Fragile sound
The world outside just watches as we crawl
Crawl towards a life of fragile lines
And wasted time

And so I cry
As I hold you for the last time in this life
This life I tried so hard to give to you
What would you have me do?

And now I’m losing you

[M & S, Ditmas]